6 października 2006 roku o godz. 17.01 przyszła na świat nasza kochana córeczka Zuzia. Ważyła 1790 gram. Ocena według Apgar: 0, 0, 0, 0, 0, 1
( jedyny punkcik pojawił się w 13 minucie). Urodziła się w 33 tygodniu ciąży. Ciąża przebiegała Prawidłowo, więc nic nie wskazywało na komplikacje, które pojawiły się tak nagle… W trakcie cięcia cesarskiego stwierdzono oddzielenie łożyska na całkowitej powierzchni co spowodowało, że Zuzia urodziła się bez czynności serca. Pierwsza reanimacja trwała 13 minut !! Trafiła na Oddział Intensywnej Terapii Noworodka w stanie ogólnie skrajnie ciężkim. Była nieprzytomna, miała podłączony respirator, który oddychał za nią. W naszym życiu tak spokojnym i poukładanym rozpoczął się koszmar . Błagaliśmy wszystkich Świętych by nasza maleńka córeczka przeżyła. Wbrew temu co mówili lekarze Maleńka walczyła ze śmiercią i nie poddawała się. W pierwszych dobach życia pojawiły się objawy wielonarządowego niedotlenienia: niewydolność nerek, niewydolność oddechowa i krążeniowa, zaburzenia metaboliczne, uszkodzenie komory wątrobowej, trzustka też nie pracowała.. Nie poddawaliśmy się, płacząc i błagając by mogła z nami pozostać. W drugiej dobie życia doszło do kolejnego zatrzymania czynności serca. Kolejna reanimacja trwała 30 sekund, po których serduszko Zuzi zaczęło dalej bić. Po trzeciej dobie życia kiedy zapytałam czy nasza córka przeżyje Pani doktor odpowiedziała : „ Zuzia jest w bardzo złym stanie, nastąpił wylew do miąższu mózgu więc Zuzia na pewno nie przeżyje, więc jeśli będzie chciała odejść nie będziemy już jej ratować” . Pochylając się nad inkubatorem zaczęłam krzyczeć i płakać prosząc nasze maleństwo by nie odchodziło, żeby została z nami, że ją bardzo kochamy…

 

 

 

 

 
Prosiłam Boga, żeby zabrał mnie, żeby darował jej życie. Panie położne powiedziały, że jak coś się będzie złego działo to ktoś przyjdzie mnie po tym poinformować.. leżałam na Sali wpatrzona w sufit zastanawiając się dlaczego Ona? Dlaczego My? Każde otwierające się drzwi to był koszmar, myślałam, że zwariuję.. Na całe szczęście w tamtym dniu otwierające się drzwi nie wpuściły złej nowiny..Poszłam następnego dnia zapytać się czy istnieje chociaż mała iskierka nadziei, że Zuzia przeżyje usłyszałam „Jeżeli Pani córka przeżyje będzie dzieckiem najgorszej jakości” Nie mogłam w to uwierzyć, więc zacisnęłam pięści i powiedziałam, że my im jeszcze pokażemy.. Dziś Zuzia ma 11 miesięcy. Niestety w wyniku niedotlenienia Zuzia miała wylew do miąższu mózgu IV stopnia. W trzecim tygodniu życia w obrazie USG przez ciemieniowym zaobserwowano nasiloną leukomalację okołokomorową i podkorową. Rozległa leukomalacja jamista, brak prawidłowej tkanki mózgowej.
 
Dnia 17 listopada czyli w 43 dobie życia Zuzi po dość długim pobycie w szpitalu w końcu wyszliśmy do domu. Tutaj rozpoczęła się walka o rozwój Zuzi i trwa do dnia dzisiejszego. W wyniku uszkodzeń mózgu Zuzia ma wzmożone napięcie mięśniowe fachowo nazywając jest spastyczna, jej główka nie rośnie tak jak u zdrowych dzieci więc zdiagnozowane zostało małogłowie. W czerwcu pojawił się Zespół Westa czyli padaczka lekooporna, która bardzo utrudnia nam naszą pracę. Niestety nadal są napady mimo podawania ogromnej ilości leków (Sabril, Dephakine, Luminal )
Aktualizacja z styczeń 2010
Dziś Zuzia ma 3 lata, jest dzieckiem głęboko upośledzonym umysłowo i w stopniu znacznym ruchowo. Nie siedzi, nie chodzi, nie mówi, nie uśmiecha się, ale wierzymy, że jest z nami szczęśliwa. Staramy się jej dać wszystko co tylko potrzebne a może jeszcze więcej. Nasza wiara nie jedną górę już przeniosła, liczymy, ze miłość przezwycięży wszystko co złe.
 
   
Done by Hanibal 2008 | All rights reserved